Carl Gustaw Jung a problem zła

 

Dziękujemy naszym klubowiczom za aktywny udział na forum i dzielenie się z innymi użytkownikami artykułami znalezionymi w sieci. Oto jeden z takich tekstów (krytyczny w stosunku do Junga autorstwa ks. Aleksandra Posackiego SJ)

Carl Gustaw Jung a problem zła

Antychrześcijańskie aspekty psychoanalizy
 

W Kościele katolickim widzimy ciągle tyleż dziwną, co naiwną popularność idei C.G. Junga, szwajcarskiego psychoanalityka i myśliciela, które często jednak bezprawnie wyrywane są z całościowego kontekstu jego ideologii. Wynika to może z faktu, że traktuje się często Junga - w przeciwieństwie do Freuda - jako teoretyka psychologii i terapeutę otwartego na religię czy chrześcijaństwo. Ale na jaką religię, na jakie chrześcijaństwo? Ponadto aktualne jest pytanie, czy rzeczywiście był psychologiem.

 

Uwadze tych naiwnych zwolenników Junga umyka często fakt, że jego teorie jako np. popularyzatora "naukowej" astrologii są również bardzo popularne w ruchu New Age oraz pośród wszelkiego rodzaju gnostyków i okultystów. Jawi się on tam jako jeden z głównych autorytetów, a nawet ojców ideologii ruchu Nowej Ery (o czym przypomniał dokument watykański o New Age z 2003 roku). Można powiedzieć jeszcze więcej. Twierdzenia Junga, a szczególnie jego reaktywacja gnostycznych mitów o równości figury Boga oraz szatana, stały się źródłem inspiracji dla niektórych satanistycznych sekt, o czym zaświadcza Massimo Introvigne, włoski badacz problematyki sekt o międzynarodowej sławie i katolickiej orientacji (por. M. Introvigne, Il capello del mago. Il nouvi movimenti magici dallo spiritismo al satanismo, Milano 1990, s. 368. 411-414 n).

Zamach na Jezusa Chrystusa

Istnieją sekty satanistyczne, które rozpoczęły od psychoterapii Junga, a skończyły na lucyferycznym kulcie. Dlaczego? Nie jest to wcale dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę wewnętrzną logikę ukrytej inicjacji, jaką zawiera w sobie teoria Junga, szczególnie odnośnie do tzw. procesu "indywiduacji", która oznacza ezoteryczną inicjację, wyrażoną językiem psychologii. Inteligentna "laicyzacja pojęć" nie jest bowiem w stanie ukryć faktu, że teoria "indywiduacji" Junga jest od początku do końca gnostyczna, sytuując się wyraźnie poza granicami chrześcijańskiej ortodoksji. Nie jest ona ponadto wiarygodna także z powodu nie do końca słusznego przekonania o naukowym pochodzeniu twierdzeń, które wygłasza szwajcarski psychoanalityk.

Właściwym celem czy punktem dojścia owego procesu "indywiduacji" jest właśnie ludzkie głębinowe "ja", nazywane przez Junga "jaźnią", w odróżnieniu od "ja" powierzchownego czy zewnętrznego, które określa on jako "ego". Symbolem owego głębinowego "ja", czyli "jaźni" - i tylko symbolem - jest Chrystus, i w tym właśnie punkcie mamy istotne odwrócenie znaczeń, które zbliża się do profanacji. Albowiem to nie "jaźń" jest symbolem Chrystusa, ale Chrystus symbolem "jaźni", i to wcale nie jedynym. Podobnym symbolem pozostaje Budda, stawiany w ten sposób na równi z Jezusem, w wymiarze człowieczeństwa traktowany jednak nawet wyżej od Niego.

Pozostajemy więc ciągle w kręgu własnego "ja", które (czy to głębokie, czy nie) nie opuszcza przecież swojej "złotej klatki", wplątując do tego w swoje egotyczne manipulacje świętość konkretnej osoby Jezusa, co ociera się o profanację. Tak więc Jezus, pozbawiony w kontekście powyższego swojego historycznego konkretyzmu oraz właściwie rozumianej boskości, zostaje zdegradowany wyłącznie do symbolu ludzkiego "ja", gdzie bóstwo Chrystusa, o zgrozo, jest symbolem boskości człowieka, i to wcale nie jedynym. Tego rodzaju manipulacja pachnie zdradą czy kontrinicjacją, która byłaby przeciwna zasadom inicjacji chrzcielnej. Zamiast bowiem poruszać się od własnego "ja" w kierunku Jezusa, poruszamy się od Jezusa w kierunku własnego "ja". Jezus okazuje się "drogą", ale w przeciwnym kierunku.
Takie działanie wynika z profanicznej "psychologii" Jezusa. Wedle Junga, Jezus był "chłopcem zrodzonym przez niezamężną matkę. Takiego chłopca określa się mianem "dziecka z nieprawego łoża" - przesąd ten był dlań wielką ujmą. Jezus cierpiał z powodu strasznego poczucia niższości, miał jednak pewność, że zostanie mu to zrekompensowane" (C.G. Jung, Rozmowy, wywiady, spotkania, Warszawa 1999, s. 114). Na krzyżu zaś "Chrystus pojął, że całe jego życie oddane prawdzie - takiej, jaką znał podług swej najlepszej wiedzy - było straszliwym złudzeniem" (tamże). Widzimy więc, że "Jezus Chrystus przedstawiony przez Junga nie odzwierciedla obrazu danego nam przez Ewangelię" (M. Pacwa SJ, Katolicy wobec New Age, Kraków 1994, s. 57).

Nie jest to jednak koniec manipulacji osobą Jezusa czy znęcania się nad nią. W spreparowanym bowiem przez Junga obrazie Chrystus jawi się jedynie jako pozytywna, dobra, czy może zbyt dobra część całościowego obrazu Boga, który musi być uzupełniony o równorzędny czy symetryczny obraz. Chodzi tu o obraz... szatana, który z kolei jest negatywną czy ciemną częścią tak rozumianego dwoistego obrazu Boga. Ta ciemna strona Boga ma być przyjęta przez człowieka, który też posiada ciemną stronę w jednym i drugim przypadku, nazywaną archetypem Cienia.

Zło zyskuje zatem status naturalnej konieczności, Bóg zaś traktowany jest jako źródło zła. Szatan jest tylko historyczno-kulturową egzemplifikacją archetypu Cienia, który musi być "zintegrowany" w duszy człowieka. A więc zamiast "wypędzenia diabła" (egzorcyzmu) otrzymujemy "przyjaźń z szatanem" w formie rzekomej psychicznej integracji, co może być ukrytą formą paktu ze złem. Potwierdza to doświadczenie niektórych sekt, o czym mówiłem wcześniej. Tak oto właśnie czysty egotyzm sprzęga się z kryptosatanizmem, "inicjacyjny humanizm" zaś, typowy dla klasycznej tradycji masońskiej - z "inicjacyjnym lucyferyzmem" (znanym z ruchu New Age) ukrywającym swoje prawdziwe oblicze.
Jung nieraz stwierdza, że psychoanaliza jest w istocie propagandą antychrystianizmu jako zamachu na osobę Jezusa. Jest on przekonany, "że trzeba by dać psychoanalizie jeszcze czas na to, by mogła z wielu ośrodków przenikać do narodów, u intelektualisty ożywiać zmysł tego, co symboliczne i mitologiczne, Chrystusa stopniowo zamieniać na powrót w prorokującego boga latorośli, którym był, i w ten sposób wchłaniać owe ekstatyczne siły napędowe chrześcijaństwa, a wszystko w tym jednym celu, aby kult i święty mit uczynić tym, czym one były, mianowicie radosnym igrzyskiem, którego etos pozwala człowiekowi być w uświęcony sposób zwierzęciem" (S. Freud, C.G. Jung, Briefwechsel, Frankfurt M. 1984, s. 136).

Wiele nurtów satanizmu, a zwłaszcza neopogaństwa traktuje człowieka jako inteligentne zwierzę. Tu jednak chodzi o coś więcej, a mianowicie o deformację nie tylko obrazu człowieka, lecz także obrazu Boga.” (Całość na stronie Radia Maryja)

 

*********

Od Redakcji Portalu unus Mundus

Przytaczamy tu fragmenty tekstu starającego się podważyć koncepcję Junga, gdyż uważamy, że w perspektywie tak poprowadzonej krytyki można wyraźniej zobaczyć specyficzne elementy samej koncepcji Jungowskiej. Można dostrzec zarówno to, co dla Jungowskiego podejścia teoretycznego, empirycznegi, ale też i dla jego światopoglądu było mniej lub bardziej istotne, a przez to, co musiało wejść w dyskusję z innymi, obecnymi w świadomości społecznej punktami widzenia czy paradygmatami.

W kontekście przytaczanego tu tekstu chcielibyśmy dać Wam pod rozwagę kilka kwestii. Zastanówcie się nad nimi i jako osoby, którym bliskie jest podejście Junga, ale i - jak podejrzewamy - w dużej mierze Katolicy, postarajcie się rozpatrzyć twórczo owagi księdza Aleksandra Posackiego.

1. Dlaczego koncepcja Junga może wydawać się interesująca dla chrześcijanina do tego stopnia, że można zauważyć jej pewną popularność w kręgach chrześcijan?

 

2. Jakie elementy Jungowskiego postrzegania człowieka, Boga i świata można określić za gnostyckie, a jakie za zgodne z doktryną chrześcijańską?

 

3. Jak postrzegać ważki tak dla chrześcijan, jak i dla Junga problem 'współistnienia' Boga i szatana?

 

4. Jak rozumieć istnienie doświadczanego przez człowieka dobra i zła w świecie? Czy można ostatecznie potwierdzić chrześcijańską koncepcję zła, jako braku dobra (privatio boni) i sfalsyfikować Jungowskie założenie o złu posiadającym naturę 'substancjalną'?

 

5. Czy, a jeżeli tak, to w jakim kontekście, o "indywiduacji" w rozumieniu Junga możemy stwierdzić, że jest gnostyczna i sytuuje się poza granicami chrześcijańskiej ortodoksji?

 

6. O jakich aspektach koncepcji Junga można by powiedzieć, że mają charakter naukowy, a jakie nienaukowy? Jakie procedury badawcze można by w badaniach nad zagadnieniami podejmowanych przez Junga wprowadzić, aby uzyskać wyższy (bardziej zadowalający szersze kręgi badaczy) status naukowej (czy metodologicznej) poprawności?

 

7. Czy można z perspektywy chrześcijanina zadowalająco rozstrzygnąć kwestię: Czy Chrystus jest projekcją głębinowego "ja" określanego mianem "Jaźni", czy jest jednak odwrotnie? A także: Czy Jungowskie uznanie obrazu Chrystusa za emanację archetypu Jaźni jest jego profanacją, jako Syna Bożego?

 

To tylko kilka z pytań, jakie chcielibyśmy Wam postawić drodzy Klubowicze w kontekście powyższego tekstu myślimy bowiem, że właśnie w kontekście tak konsekwentnie sformułowanej negacji podejścia Jungowskiego warto jest przedyskutować wybrane graniczne kwestie tak dla koncepcji Junga, jak i dla naszego społeczeństwa w zasadniczej mierze chrześcijańskiego.

 

Pozdrawiamy

Redakcja Unus Mundus

www.jungpoland.org

 

Jung, psychoanaliza, jungowski, jungowskie, jungpoland, jungista, jung a zło, psychologia Junga,