Sylwetka JungaSłownik JungowskiKomnata snówPomoc Psychologiczna

baner_babelki_small

KLUB UNUS MUNDUS



MENU GŁÓWNE

Klub UNUS MUNDUS

Zostań członkiem Klubu.

Zarejestruj się!

Rejestracja

Wegetarianizm::wegetarianski portal: zuzu.pl
MW
Bohater zmieszany w przymusowości
czwartek, 19 marca 2009 20:30

Image

  Archetyp, instynkt, ale i codzinne zachowania czy to kompulsywne czy silnie utrwalone łączy cecha przymusowości, dlatego dla powyższych zachowań, tak jak dla sfery oddziaływań instynktu oraz archetypu charakterystyczne są różne formy przymusowości, ale także różne sposoby 'uwalniania' od niej. Czynnikiem decydującym tu jest wola, którą Jung rozumie jako formę, a zarazem sumę energii psychicznej, będącej w posiadaniu świadomości.


Omawiając zagadnienie instynktu, Jung podkreśla, że kiedy funkcja psychiczna (partie supérieure) stopniowo traci swój przymusowy charakter, może zostać stopniowo poddana ludzkiej woli. Mówi wręcz, że psychika jest emancypacją tej funkcji od jej instynktownej formy, a także od kompulsywności, która powoduje utrwalanie mechanizmów instynktownego działania. Ze wzrastającą wolnością od zachowań instynktowych funkcja psychiczna ostatecznie osiąga punkt, w którym wrodzona energia przestanie zupełnie podlegać instynktowi w pierwotnym sensie i osiągnie postać w zasadniczej mierze autonomiczną, czy jak chce Jung postać „duchową”. Nie oznacza to substancjalnej zmiany napędowej siły instynktu, ale tylko inny sposób jej zastosowania.


Kiedy przymus dotyczy nas samych, to nie jest nam do śmiechu, bowiem z jednej strony dostrzegamy oznaki braku własnej wolności działania, a z drugiej strony nie możemy zrobić nic innego poza tym, co właśnie uczynilismy, co robimy, albo co dopiero uczynimy. Władająca w takich sytuacjach kompulsja określa nasze wzorce i kierunek działania.

 

Kiedy natomiast dostrzegamy takie symptomy u drugiej osoby, np. klienta w gabinecie psychologicznym, to z jednej strony pojawia się nam obraz złożoności i pomieszania, a z drugiej zwraca naszą uwagę humorystyczny aspekt tej całej sytuacji.


Kiedy na przykład widzimy kogoś, kogo twarz i całe ciało miotają się niejako w spazmach bólu, niemocy, zagubienia, złości na świat i siebie, a w końcu lęku oraz świadomości śmieszności położenia w jakiej się znalazł, to zaczynamy rozumieć, jak wielką moc ma owa siła przymuszająca nas w życiu i w drodze rozwoju.


Powyższy stan pomieszania, to niestety dopiero początek drogi bohatera, bowiem kolejny krok stojący przed nim wymaga, aby zdecydował się na akt nie-przymusowy, by zdecydował się w jednej chwili zawiesić moc sprawczą dotychczas wyuczonych, a przez to bliskich mu zachowań, przestał wierzyć łatwo nasuwającym się myślom, opatrzonym decyzjom, a nawet dotychczas bliskim uczuciom, które od zawsze podpowiadały mu „nieomylnie”, co jest właściwe w jego drodze, kto jest dobry, kto zły, a komu nie warto poświęcić nawet odrobiny uwagi.


Ale to nie wszystko...


Musi on jeszcze postawić pod znakiem zapytania wszystkie swoje dotychczasowe upodobania, smaki, smaczki i preferencje, a nawet poddać autorefleksji sposoby dostarczania sobie pobudzeń, wrażeń, uniesień czy euforii.


Kiedy więc patrzysz na taką osobę, to rozumiesz, że jest w beznadziejnej sytuacji, że czeka ją rzecz bolesna, rzecz graniczna – klęska. Klęska dotychczasowego „ja”, klęska misternie utkanych sieci i przez lata zbudowanego fundamentu. Ale to tragedia piękna i swąd palonych kości obecny jest wśród skał! Bo właśnie obumiera stare drzewo, a nowego jeszcze nie widać. Nowe jeszcze nie wzrosło, choć narodziny już tuż tuż...

Skąd przychodzi nowe? Rodzi się właśnie z popiołów dobrego i złego, z popiołów tego, co sczezło w czeluściach zawiedzenia, rozgoryczenia i ciemności. Na to, co ma przyjść jednak warto czekać, bowiem ból poprzedza narodziny mitycznego „ciała diamentowego”, „iskierki życia” i człowieka nowego. Ze smrodu i spalenizny wyłania się feniks, ptak nowego zrozumienia, nowych wglądów i uczuć, na nowo oblekając w gwiazdy drzewo życia bohatera. Nadchodzi nowe, jeśli tylko bohater zdecyduje się przeciwstawić przymusowi.


To początek pracy, a dalej idzie za bohaterem tylko mozolna, żmudna praca codziennego wybierania. Nieustanne bitwy moralne, pytania i odpowiedzi...


A jaki jest koniec? Czy można dojść do końca i całkowicie rozświetlić jasnością mroki księżycowe? Nie. Nie można. I to nie dlatego, że bohater jest słaby lub brak mu determinacji, ale dlatego, że im silniejsza jego wola, tym bardziej w moc wzbiera też mroczny przeciwnik. Im szersza świadomość, im więcej ukrytych treści przyswoiła, im bardziej otworzyła się na nieznane i wywalczyła autonomię, buntując się przeciwko starym bogom, tym bardziej staje się odizolowana od wrodzonej 'podstawy' od swych psychicznych korzeni. I chociaż osiągnęła prometejską wolność, to jednak albo przez Ikarową nieostrożność spada w morze niewiedzy, albo niczym duch prometejski, oświecony boskim wglądem, przykuta zostaje do wzgórz wyobcowania – do skał Kaukazu.


Czy jest to więc droga warta wysiłku? Hmmm....

Miły ma smak szczypta wolności....

Jak będzie smakować jej garść nie wiem, ale chyba warto...!

 

 
Świadomość
czwartek, 15 stycznia 2009 08:57

Image Kiedy zbliżamy się do zjawiska świadomości, to nasuwają się od razu cztery perspektywy badawcze. W pierwszej obserwujemy świadomość z perspektywy trzecio-osobowej, badając razultaty aktywności świadomości drugiej osoby. W perspektywie drugiej obserwowanym elementem jest sama osoba, a właściwie wszelkie możliwe do uchwycenia przejawy bycia, funkcjonowania jej świadomości. W perspektywie trzeciej obserwujemy konsekwencje i rezultaty naszego własnego bycia świadomego, a w perspektywie czwartej poddajemy obsewacji wszelkie możliwe cechy naszych stanów świadomych.


Skupmy się na chwilę na czwartym punkcie widzenia. Kiedy obserwuję własną świadomość z jej obserwowalnymi cechami dystynktywnymi, to uchwytuję następujące właściwości. Po pierwsze, gdy na przykład obserwuję własną twarz, to mój akt świadomego jej uchwytywania ma charakter bierny, tzn. wszelkie kolejne pojawiające się zmiany mimiki przychodzą niejako „spoza mnie”/”spoza ja” i w moim polu świadomości nie dostrzegam żadnego wskaźnika sub-procesu świadomego ukierunkowującego te zmiany. Oznacza to, że najprawdopodobniej proces zmiany wyrazu twarzy przebiega pozaświadomościowo, a co za tym idzie, musi być kierowany przez proces automatyczny (nie-dowolny!) nieświadomego systemu regulacyjnego. Pytanie jest więc, jaki udział ma percypowane w polu świadomości „ja” w konstruowaniu kolejnych aktów zmiany szeroko rozumianego naszego działania – w tym wypadku, kolejnych zmian wyrazu twarzy? W chwili poprzedzającej zmianę wyrazu twarzy należy założyć, przynajmniej hipotetycznie, konieczność pojawienia się w polu świadomości możliwych alternatyw nowych, mozliwych do zrealizowania stanów. Kiedy obserwuję swoją twarz i równocześnie własne pole świadomości, to nie dostrzegam wyraźnego wskaźnika pojawienia się takich możliwych alternatyw. To, co obserwuję, to pewien rodzaj napięcia w mieśniach twarzy, czemu nie towarzyszą żadne wizje/obrazy reprezentujace potencjalne możliwości ruchu, a zaraz potem zjawia się wiedziony jakąś siłą przymusu pojedynczy akt, ruch czy zmiana. Jeżeli jednak obstawałbym przy konieczności pojawienia się w polu świadomości „ja” pewnej wizji możliwych do urzeczywistnienia aktów, to mógłbym jedynie przychylić się do istnienia możliwości, iż takie uprzednie „wizje” przybierają formy sub-obrazowo-proprioceptywne tzn., że mój mózg aktywizuje odpowiadające możliwym zachowaniom schematy czynnościowe, które ze sobą konkurują, ale doświadczenie ich nie ma charakteru wizualnego, rozumianego w perspektywie świadomościowej. Postawiłbym raczej hipotezę, że organizm jako urządzenie samouczcące od pierwszych chwil swego istnienia uczy się adekwatnego wybierania z pelety wariantów, a znajdujące się w polu świadomości „ja” uczestniczy w tym procesie raczej wtórnie, jako dodatkowy mechanizm „orzekania” o ważności układu bodźców dla uczenia się mózgu rozumianego tu jako systemu. Tym, co jednak ciekawe w tej perspektywie jest to, że nabywany przez człowieka z wiekiem język nie jest postrzegany tu jako niezależny od istoty „automatyki” mózgu element, ale jako immanentny jego składnik, wrodzoną, ale tu zewnętrzną bo „społeczną” dyspozycję reprezentującą kolejne moce regulacyjne. Tym samym powraca do nas idea harmonii przedustawnej Leibniza, a w dalszej perspektywie koncepcja logosu Heraklita.


 
Titon
wtorek, 06 stycznia 2009 20:59
Image 

 

Ideę Titona (w innym określeniu Boga) napotykam, kiedy moja myśl szybuje w strone granic świata czasoprzestrzennego. Istnienie bowiem czasoprzestrzeni z możliwością jej penetrowania w kierunku „brzegowym”, czytaj „odśrodkowym” (patrz założenie o wielkim wybuchu), najpierw niepokoi myślą o tym, że wszechświat może mieć granicę, za którą należy zakładać coś jeszcze, a zaraz potem nasuwa myśl, że idea czasoprzestrzeni nie stosuje się do ostatecznego wymiaru bytu. Więc jak myśleć o Titonie...?
 
Bóg w scenerii doświadczania
wtorek, 06 stycznia 2009 20:52

 Image

 

Bóg jawi mi się jako aspekt doświadczania, który przejawia się w scenerii rozumowaniania, mojego odczuwania i napotykania świata.

Ów „Titon” zabarwia bycie w świecie pytaniami o granice, o sposób naszego bytowania i o jego relację do nas, do świata i do jego samego.

 
Piękno
wtorek, 06 stycznia 2009 20:41

Image 

 

To, co postrzegamy jest tylko złudzeniem układającym kształty nami w nieoznaczoności istnienia.

Piękne ksztłałty chcę więc sobą wydobywać! To jest cel mojego życia. Najpiękniejsze jest przejawianie piękna światu!

 


Słownik Jungowski

slownik

  

" Jedynie tutaj, w życiu ziemskim, gdzie zderzają się przeciwieństwa, można podnieść ogólny poziom świadomości. Wydaje się, że podnoszenie tego poziomu stanowi metafizyczne zadanie człowieka. "
C.G. JUNG Wspomnienia Sny Myśli
FC08.jpg

Sondy

Jak tutaj trafiłeś(łaś)?
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 63 gości